<wera> Ksiądz chodzi po kolędzie i w końcu trafia do domu mojej ciotki, która akurat wtedy wyprawiała imieniny. Był dosyć późny, piątkowy wieczór - musiał się już sporo nachodzić i zgłodnieć, bo pewnie nikt nie zaproponował mu kolacji. <wera> Więc, gdy zobaczył suto zastawiony mięsem stół i gości, którzy pomimo postu piątkowego bez większego skrępowania wsuwają rozmaite nadziewane roladki, kotlety, pieczenie itp. tylko machnął ręką w powietrzu znak Krzyża, powiedział: "Udzielam dyspensy!". <wera> Po czym szybko usiadł i zabrał się do jedzenia.