<jolly> bylem z kumplem w jakiejs wiosce w bieszczadach. autem przyjechalismy z laskami. <jolly> no i skonczyl mi sie plyn do spryskiwaczy po drodze tam. <jolly> rano pojechalismy do wioseczki do sklepu 'wielobranzowego' po sniadanie: chleb, pasztet i cos do tych cholernych spryskiwaczy <jolly> i podchodzimy do sprzedawcy i mowie: poprosze denaturat, litr. <jolly> koles tak dziwnie popatrzyl ale poszedl i przynosi te dwie butelki <jolly> i ja na to wtedy: i dwa chleby <jolly> kolesia calkiem zatkalo, stanal i patrzy na nas tak dziwnie <jolly> i pyta: profesjonalisci? <jolly> a ja z kumplem: nie, studenci :)